czwartek, 18 sierpnia 2011

Rozdział 3


         Szare obłoki płynęły bo błękitnej tafli spokojnego nieba.Uginające się gałęzie,tworzyły podłużne,iglaste sklepienie przez które Aimrat razem z Numidem musieli się przedzierać.
Według mapy sporządzonej przez sympatycznego starca,Arvenia leżała między czterema dużymi,groźnie wyglądającymi, wzgórzami.Aby dotrzeć do upragnionego celu chłopiec oraz źrebię nie mieli innego wyboru jak podjąć próbę wyprawy przez ciemną szczelinę między dwoma,ciekawie ukształtowanymi,urwiskami.
Z ulgą opuścili świszczący las po czym z przerażeniem stanęli i obserwowali wąską,wyboistą drużkę otoczoną skalistymi zboczami.
-damy radę-odetchnął chłopiec dodając sobie otuchy i przy okazji drapiąc Numida za uchem-nie mamy innego wyjścia-mruknął pod nosem znikając w groźnie wyglądającym mroku



          Chłopak dzielnie stąpał po grząskim terenie lecz z każdym kolejnym metrem odczuwał przeszywające,pulsujące po całym ciele, bóle.Co róż potykając się o grube korzenie ,lądował na chłodnej i wysypanej kamieniami glebie.
Spoglądając przed siebie z nadzieją oczekiwał blasku światła które oznaczała by koniec udręki jakiej od dłuższego czasu zaznawał.Rozgrzany organizm schładzał się w panującej dookoła przyjemnej wilgoci po to by za chwilę znów uderzyć falą buchającej ciepłem gorączki.
Aimrat nie zwlekając na kolejny przypływ rozrywających organizm drgawek,narzucił na siebie wełniany koc.Wiedział, iż z każdym kolejnym krokiem zbliżał się do końca wąskiego przesmyku.
Żywił wielkie nadzieje na przetrwanie i zwycięstwo z nieobliczalną naturą.





    Numid zastrzygł uszami po czym stanął w miejscu robiąc spory rozkrok. Młodzieniec nie rozumiejąc owego zachowania rozejrzał się w około lecz nie dostrzegł nic co mogło wzbudzić niepokój w małym zwierzęciu.
Momentalnie odczuł nasilające się drżenia.Wstrząsy sprawiały, iż z obu wysokich ścian zsypywały się zastygnięte kawałki,ciężkiej,ubitej ziemi.
Zaniepokojony Aimrat nerwowo obserwował nie typowe zjawisko obawiając się tragicznej śmierci po przez ukamienowanie.
Balansował zdawając się na instynkt wierzchowca który perfekcyjnie unikał większych odłamków,niemiłosiernie twardych,głazów.
-to się nie dzieje naprawdę-wypowiedział na głos, biegnąc przed siebie tak jakby momentalnie odzyskał wszystkie utracone wcześniej siły
Młodzieniec przetarł zakurzoną twarz a jego oczom ukazało się światło zakończające morderczą wyprawę.
Źrebię ruszyło niczym oszalałe robiąc przy tym spore wyrwy,natomiast chłopiec skakał jak porażony wiedząc, iż brakuje mu wyłącznie kilku chwil do upragnionego miejsca.
Gruz obsypywał się co raz gwałtowniej.Chłopak upuściwszy koc ,popełnił błąd próbując wrócić po ciepłe,czerwone, okrycie.Spadający konar który razem z grubymi korzeniami wydostał się z samej góry zbocza ugodził chłopca boleśnie w ramię.Aimrat wrzasnął a łzy spłynęły mu po rozgrzanym policzku.Pokieraszowana ręka krwawiła i zelewała nowe ubrania otrzymane od miłych mieszkańców zrujnowanej wioski.
Zaciskając zęby ruszył nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwa.




        Lekki powiew przyjemnego wiatru,łagodził ból skaleczonego ramienia.Chłopak siedząc na trawiastym wzniesieniu przyglądał się Arveni która tętniła życiem.
-przeżyliśmy-wycedził wstając-przeżyliśmy i pokazaliśmy siłę woli-dodał i ostrożnie rozpoczął zchodźić z stromego pagórka w kierunku wielkiego miasta.
Numid groźnie prychnął widocznie zdenerwowany tak krótkim postojem i odpoczynkiem.



          Arvenia przypominała jeden wielki różno produktowy targ.Kolorowi mieszkańcy,przechadzali się z swoimi wierzchowcami oraz pokrzykiwali,reklamując rozmaite towary.
Artvil nie chcąc wzbudzać ciekawskich spojrzeń owinął ranę ciemną,niepotrzebną szmatą.Czuł się niczym bezużyteczna mrówka w mrowisku pełnym pracowitych stworzeń.
Przepychając się w gąszczu zwierząt i ich właścicieli,obserwował przepiękne budowle,ozdabiane wykutymi rzeźbami i pozłacane gdzie nadarzała się taka możliwość.
Dochodząc do wielkiego placu spostrzegł okrągłą wapienną fontannę z wizerunkiem wysokiej kobiety która w obu dłoniach trzymała  dziurawe wiadra.
Niedaleko na uboczu znajdowała się wysoka,szara, wieża ,zakończona czarnym,stalowym krzyżem.Mroczny kościół zdawał się odstraszać mieszkańców którzy szerokim łukiem omijali nietypową budowlę..
Ku zaskoczeniu Aimrata,całe piękno zapierające dech w piersiach zakończyło się kilkadziesiąt metrów dalej.Drewniane chaty,ubogo wyglądający mieszkańcy i nieprzyjemny zapach towarzyszący odchodom krów hodowanych przed domami.Inny świat-stwierdził w myśli


              Chłopiec przywiązał źrebię do jednego z krzywych płotów.Uboga dzielnica nie obfitowała w ruch dlatego też takie rozwiązanie było najkorzystniejsze.
Żegnając Numida ruszył w kierunku tawerny pod "Spragnionym Zabijaką"
Pewnym krokiem wkroczył do pomieszczenia.Posrebrzane tarcze,krótkie  i długie sztylety,ostre jak brzytwa kosy oraz inne ekwipunki wojenne zawieszone na ścianach robiły wrażenie na nowych klientach.
Całą konstrukcję tawerny podtrzymywały dwa wielkie,ceglane słupy w okół których ustawiono stoły i niewymiarowe krzesła.
Stali zarośnięci bywalcy,mierząc przez moment Aimrata postanowili powrócić do rozmów przez siebie prowadzonych.Młodzieniec odetchnął po czym zasiadł przy jedynym wolnym stoliku.
Gdy rozsiadł się na drewnianym siedzeniu spostrzegł spory cień padający na okrągły stół.
-słucham kolegę-przemówił uśmiechając się z nie wiadomo jakiego powodu
Gruby barman stojąc z karteczką w dłoni oczekiwał zamówienia ze strony Aimrata.
-co Pan poleca?-zapytał chłopak lekko zakłopotany
Mężczyzna uniósł wysoko głowę,wpatrując się w jasno brązowy sufit.
- jeśli chodzi o napoje....piwo mocno chmielowane...piwo słabo chmielowane...piwo ciemne jak i jasne....piwo owocowe...mleko oraz wodę-zakończył obojętnie
-mleko-odparł błyskawicznie-mleko i...-zastanowił się
Barman lekko oburzony banalnym wyborem rozpoczął ponowne wymienianie :
-z potraw,polecamy....golonkę w piwie..żółć bydlęca w piwie...karczek w..karczek w sosie śliwkowym-rzekł mówić dalej lecz ujrzał dłoń która gwałtownie go powstrzymała:
-karczek w sosie śliwkowym-czarny cień momentalnie znikł prowadzony przez swojego tęgiego właściciela



 
         Kosztując pyszną potrawę i popijając ją lodowatym mlekiem,chłopak rozmyślał nad noclegiem na dzisiejszą noc.
Wiedział,że z obolałą ręką nie znajdzie żadnej pracy z której mógł by przeżyć kolejne dni w Arveni.Wiedział również,że czekają go kłopoty które zwiastowało nadejście właściciela lokalu.
-młodzieńcze, masz pieniążki?-zapytał kpiąco stojąc niczym kat nad skazanym
Aimrat pokręcił przecząco głową.Nie miał ani jednej złotej monety.
-liczyłem na skromny podarunek w postaci ciepłej strawy-oznajmił-nie miałem nic w ustach od kilu dni
-kolega sobie żarty stroi?!-warknął barman podchodząc z zmieszaną miną wiedząc iż popełnił błąd nie prosząc o zapłatę po zaserwowaniu dań-kolega chcę zawisnąć na szubienicy?
Nastała cisza którą jedynie  przerywały odgłosy beknięć,wypitych już stałych bywalców.
-przepraszam-mruknął chłopak spuszczając twarz ku ziemi na znak skruchy i niezadowolenia
-zwykły,brudny,złodziej!!-krzyknął właściciel robiąc się nagle cały fioletowy
Siedzący przy ladzie mężczyzna powstał gwałtownie po czym ruszył w kierunku całego zamieszania.Tajemniczy szary kaptur przysłaniał twarz nieznajomego który rzucił na stół kilka złotych monet.
-chłopak jest zemną-stwierdził łagodnie idąc w kierunku wyjścia
Zaskoczony Artvil narzucił na plecy skórzany plecak po czym wybiegł za zbawicielem,zostawiając zdziwionych ludzi z opuszczonymi szczękami.

4 komentarze:

  1. Oj ci powiem teraz... Oj ci powiem. Tak ci powiem, że normalnie ci powiem, a jak ci powiem, to to, że rozdział bardzo fajny :).
    Ta przeprawa przez kotlinę była taka... realistyczna. Miasto też dobrze pokazane, można było wczuć się w ten cały rozgardiasz na jarmarku. Ale sytuacja w karczmie powaliła mnie na łopatki. Już przy zamówieniu zastanawiałem się, czy Aimrat będzie miał z czego zapłacić. Barman, powiedzmy delikatnie, niezbyt przyjemny typ człowieczka. I ten tajemniczy nieznajomy... Ciekawe jakie są jego intencje?
    Jedna rzecz mnie zastanawia. Przy przeprawie przez szczelinę matka natura dosyć... niecodziennie się zachowywała. Błyskawiczna zmiana standardu miasta - z zamożnego na biedny. Fragment o mrocznym kościele, odstraszającym mieszkańców.
    Czy to odrobina interwencji siły wyższej, czy tylko moja wyobraźnia?
    Przekonam się niebawem. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest! Tak! Więcej takich długich rozdziałów! WIęęęęcej!!! xD
    Popieram :) Rozdział... Jak czytałam ten rozdział, to... To musiałam go jeszcze raz przeczytać... Bo raz to stanowczo za mało :)
    Na miejscu Aimrata nie puściłabym się pomiędzy tymi stokami. Lepiej iść okrężną drogą, ale z pewnością, że się przejdzie cało. W sumie to wtedy konik by mu się większy przydał, to by pomknął pomiędzy spadającymi głazami. A tak to musiał na własne nogi liczyć.
    A w karczmie... No czas :D Do eyboru: piwo, piwo, albo piwo :) A coś konkretniejszego do skonsumowania? Kanapki z piwem, zupa piwna, zapiekanka piwna xD No ja to bym się tam nie najadła :)
    Też mnie własnie ten kościół zafascynował. Kocham takie tajemnicze miejsca, a jak jeszcze do tego jest nim kościół...
    Już wyobrażam sobie tą grozę.
    No i ten tajemniczy, zakapturzony jegomość. Czy aby ta pomoc młodemu była całkowicie bezinteresowna? Czy będzie chciał czegoś w zamian?
    No cóż... Trudno mi będzie doczekać do kolejnego rozdział, ale... No damy radę :D jakoś ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniale opisany kościół... Tajemniczo, mrocznie... Uwielbiam takie miejsca, a w szczególności stare kościoły. Zastanawiam się kim jest facet, który zapłacił za jedzenie Aimrata? Pozdrawiam i czekam na kolejną tak samo dobrą notkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Łaaaaaaaał....
    Każdy kolejny rozdział pisany twoją ręką jest coraz lepszy.
    Przez chwilę myślałam, że Artvil i Numid nie przeżyją wędrówki pomiędzy wzniesieniami. To skaleczone ramię za niedługo pewnia da się jeszcze bardziej we znaki. Może się zainfekować.
    Cóż to za tajemniczy mężczyzna pomógł chłopcowi?
    No i dlaczego mu pomógł?
    Pozdro Aga

    OdpowiedzUsuń