Ten rozdział nie jest zbyt dopracowany co z pewnością będzie widać.
UWAGA!! Rozdział zawiera liczne błędy jak i powtórzenia co może utrudnić swobodne czytanie!!(:)
Wielki,okrągły księżyc, oświetlał drogę tajemniczemu wybawicielowi oraz chłopcu prowadzącemu niezdarnie truchtającego wierzchowca.
Postać w szarym kapturze w dość szybkim tempie przemieszczała się między budynkami Arveni.Mijając fontannę na środku placu,Aimrat postanowił podjąć rozmowę:
-czy mógł bym się jakoś Panu odwdzięczyć?-zapytał lekko zdyszany
Mężczyzna milczał oraz zdawał się lekceważyć młodzieńca i jego skomlenia które dręczyły wrażliwe uszy.Zdezerientowany Aimrat nie dawał za wygraną.
-chciał bym okazać jak bardzo jestem wdzięczny za pomoc okazaną w tawernie-mruknął licząc na jakiekolwiek zainteresowanie ze strony nieznajomego
-...odejdź...a będę usatysfakcjonowany-niespodziewanie wycedził skręcając za warsztatem rymarza który według znanych mi opowiastek zajmował się wytwarzaniem uprzęży konnych,siodeł,akcesoriów jeźdźieckich oraz skórzanych pasów pędnych.
Oburzony chłopiec,podbiegł w owym kierunku lecz spostrzegł,iż nieznajomy rozpłynął się w powietrzu.Znikł?-zastanowił się przez chwilę lecz szybko rozwiał głupkowate myśli
Uważnie rozejrzał się do okoła,próbując prześwietlić najciemniejsze zakamarki.Błyskotliwy wzrok, dostrzegł krótki cień w odległości kilkudziesięciu metrów od obecnego położenia.
-..jak?..-Aimrat stojąc na środku ulicy nie dowierzał w zdolności dziwnego mężczyzny-może to zemną jest coś nie tak?-dodał na głos drapiąc się po czole
Poganiając niezainteresowanego Numida postanowił śledźić postawną sylwetkę z większej odległości.
Kolejne budynki niczym nocny patrol,zdawały się obserwować poczynania szczupłego chłopca oraz jego wiernego,czarno-brązowego rumaka.
Ostrożnie stawiając każdy krok,wypatrywali nieznajomego który niczym pantera zwinnie skrywał się wsród najciemniejszych ciemności..
Aimrat planował odwdzięczyć się za pomoc lecz nie wiedział do końca w jaki sposób miał by to uczynić.Nie miał nic co zainteresowało by osobę
rzucającą złotem na lewo i prawo.
Zimny wiatr,przypomniał chłopcu o czujności którą przez chwilę utracił.Wkroczyli do ubogiej dzielnicy,gdzie domy nie przypominały ciepłego schronienia a
zapach odstraszał najśmielszego śmiałka.
-..ciekawość to pierwszy stopień do piekła...-zaskoczony Aimrat odwrócił się w kierunku z skąd dobiegał przyciszony głos
Spojrzał na człowieka skrywającego pod tuniką po czym zerknął na miejsce w któym spodziewał się przbiegłego przybysza.
-widziałem...widziałem cię tam-wyjąkał młodzieniec pokazując palcem daleko przed siebie
Nieznajomy zrobił krok w kierunku Aimrata przybierając poważny wyraz twarzy.
-..widzisz to co chcesz zobaczyć..-odparł oschle-nie wystarczy patrzeć,trzeba jednocześnie myśleć i czuwać-dodał surowo po czym przeszedł obok chłopca jak gdyby nigdy nic
Aimrat otrząsnął się z osłupienia i ruszył za tajemniczym mężczyzną.Myśli głębiły się w jego głowie niczym czarne chmury,zwiastujące ulewny deszcz.
-mam..małą proźbę-wydukał po chwili
Mężczyzna podniósł dłoń na znak iż uważnie słucha.
-nie mam gdzie przenocować i...-nie zdołał dokończyć
-..nie..-warknął gwałtownie-pomogłem ci ze względu na to,że nie zamierzałem oglądać kolejnej egzekucji z tak błahej niepotrzebnej sytuacji...masz nauczkę i zapamiętaj...nie ma nic za darmo-dodał przechodząc obok
ujadającego psa który pod spojrzeniem człowieka w kapturze ucichł,skulił ogon i schował się w drewnianej budzie.
-tylko tą jedną noc..-załkał próbując wziąść na litość zimnego jak lód człowieka
Postać w kapturze gwałtownie przystanęła.Zaskoczony chłopak uderzył głową w twarde jak skała plecy.
-masz dokąd wrócić?-zapytał błyskawicznie
Aimrat przecząco pokręcił głową.
-rozumiem,że jesteś sierotą?
Rozłoszczony krępującymi pytaniami podtwierdził słowa nieznajomego.
-rozumiem również,iż jesteś zwykłym biednym nieszczęśliwym szczeniakiem który za razem jest niedojrzały,głupi i niezdatny do ciężkiej pracy-mruknął spoglądając na zawiniętą w ciemną szmatę dłoń młodzieńca
Chłopiec spuścił głowę skrywając ból który wyrządziły mu słowa ze strony wybawiciela.Z trudem utrzymywał słone łzy spływające po czerwonych policzkach.
-uważasz,że jesteś w stanie przeczytać książkę jaką jest życie?-zapytał nieznajomy odchodząc od nieprzyjemnych słów
Aimrat nie odpowiedział ponieważ bał się popełnić jakikolwiek błąd dający okazje do kolejnego szyderstwa.
-nikt nigdy nie przeczytał całego życia..a wiesz czemu?...oczywiście,że nie wiesz...życie ma za wiele stron..jest jak niekończąca się opowieść-stwierdził odwrucając się tyłem do płaczącego chłopaka
Długą ciszę przeywało jedynie głośne łkanie jak i odgłosy straży patrolującej Arvenie.
-jesteś niczym?-zapytał spokojnie
Młodzieniec nie zastanawiał się długo.
-nie-burknął niemrawie
Cichy nieprzyjemny śmiech nie zwiastował niczego dobrego.
-zadałem ci pytanie...jesteś niczym!??!!-mężczyzna wrzasnął a odbijające się od ścian echo kilkakrotnie powtórzyło cierniste dla chłopca słowa
Zdenerwowany miał ochotę uderzyć pieścią o pień starego drzewa.
-niee!!!...nie jestem nikim i nawet tacy jak ty tego nie zmienią!!-krzyknął po czym zawrócił
Znajdę pomoc u kogo innego-pomyślał głaszcząc Numida po karku
Mały konik zarżał z zadowolenia.
-a więc dobrze-usłyszał głos daleko za sobą-cenisz swoje życie..cenisz własnego siebie a tego nie da się porównać z niczym innym-dodał nieznajomy-mamy jeszcze spory kawałek do przejścia więc lepiej przestań się dąsać i ruszaj za mną-ziewnął mijając domostwa i inne napotkiwane przeszkody
Ten rozdział nie jest wcale taki zły jak napisałeś na początku... ;)
OdpowiedzUsuńNadal nic nie wyjaśniło się z tym mężczyzną. Jestem ciekawa kto to, tak właściwie jest. Dobrze chociaż, że nasz bohater ma gdzie przenocować. :)
Gdy ten nieznajomy szydził z Aimranta, to aż mi się smutno na serduszku zrobiło :) Z niecierpliwością czekam na kolejną notkę.
To tym czerwonym, niezbyt optymistycznym wstępie troszkę zmniejszyłem oczekiwania, co do tej notki i to był mój błąd... Bo mi, kurcze skali zabrakło! xD.
OdpowiedzUsuńA tak na poważnie (choć poprzednie zdanie też było "na serio") rozdział taki... ludzki. Nieznajomy dalej pozostaje nieznajomym, tylko coraz bardziej tajemniczym. W krótkiej rozmowie chciał sprawdzić chłopaka. Wydaje się, że zdał test.
Pozdrawiam.
W sumie... To tylko chyba dwa słowa zauważyłam, które stojąc obok siebie brzmiały trochę jak masło maślane. A tak to innych błędów nie widziałam. Nie mówię oczywiście o błędach ortograficznych, bo z tymi to sama mam trudności xD
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o tekst, to... No, no, no... Coraz bardziej intryguje mnie zakapturzona postać. Wredna, ale przynajmniej mówi prawdę w oczy. I widać, że mądra (jakbyś nie wiedział, że jeśli pisze się, że jakiś bohater jest mądry, to oznacza to, że inteligentny musi być sam autor powieści. Czyli... że ci pochlebiłam xD ). Grunt, że przyjął Aimrata pod swe opiekuńcze skrzydła. Takiemu młokosowi przyda się ktoś, kto wskaże mu odpowiednie drogi życia. Ciekawe tylko, jakim cudem on zachowywał się tak, jak się zachowywał. To znaczy... hm... Pojawia się i znika, i znika, i znika ;)
Ale tego dowiemy się już niedługo :D
Czekam i pozdrawiam :)
Z tych dwóch wariantów stawiam na pierwszy :) Może nie jestem BARDZO religijna, ale wierzę i to daje mi siłę na dalsze działanie... :) Lubię chodzić do kościoła i rozmawiać z Bogiem ;)
OdpowiedzUsuńNigdy, przenigdy ! Nawet jakbym była osobą niewierzącą nie wykorzystałabym Pana Boga do urozmaicenia mojego opowiadania ! :O
Musiałam dodać ten element rozmowy z Bogiem i od razu mogę powiedzieć, że będzie ich więcej...
Ale na tym będą polegać te moje wypociny :)
Nie będę mówiła co chcę wytłumaczyć młodzieży, a nawet starszym osobą, które czytają ten mój nieszczęsny blog, bo wtedy wydałabym sedno mojej książki :) A uprzedzam ! Będzie ono bardzo ważne i mam nadzieję, że inni potraktują je poważnie :) Kończę, bo i tak za dużo już powiedziałam. :D