Ten rozdział nie jest zbyt dopracowany co z pewnością będzie widać.
UWAGA!! Rozdział zawiera liczne błędy jak i powtórzenia co może utrudnić swobodne czytanie!!(:)
Wielki,okrągły księżyc, oświetlał drogę tajemniczemu wybawicielowi oraz chłopcu prowadzącemu niezdarnie truchtającego wierzchowca.
Postać w szarym kapturze w dość szybkim tempie przemieszczała się między budynkami Arveni.Mijając fontannę na środku placu,Aimrat postanowił podjąć rozmowę:
-czy mógł bym się jakoś Panu odwdzięczyć?-zapytał lekko zdyszany
Mężczyzna milczał oraz zdawał się lekceważyć młodzieńca i jego skomlenia które dręczyły wrażliwe uszy.Zdezerientowany Aimrat nie dawał za wygraną.
-chciał bym okazać jak bardzo jestem wdzięczny za pomoc okazaną w tawernie-mruknął licząc na jakiekolwiek zainteresowanie ze strony nieznajomego
-...odejdź...a będę usatysfakcjonowany-niespodziewanie wycedził skręcając za warsztatem rymarza który według znanych mi opowiastek zajmował się wytwarzaniem uprzęży konnych,siodeł,akcesoriów jeźdźieckich oraz skórzanych pasów pędnych.
Oburzony chłopiec,podbiegł w owym kierunku lecz spostrzegł,iż nieznajomy rozpłynął się w powietrzu.Znikł?-zastanowił się przez chwilę lecz szybko rozwiał głupkowate myśli
Uważnie rozejrzał się do okoła,próbując prześwietlić najciemniejsze zakamarki.Błyskotliwy wzrok, dostrzegł krótki cień w odległości kilkudziesięciu metrów od obecnego położenia.
-..jak?..-Aimrat stojąc na środku ulicy nie dowierzał w zdolności dziwnego mężczyzny-może to zemną jest coś nie tak?-dodał na głos drapiąc się po czole
Poganiając niezainteresowanego Numida postanowił śledźić postawną sylwetkę z większej odległości.
Kolejne budynki niczym nocny patrol,zdawały się obserwować poczynania szczupłego chłopca oraz jego wiernego,czarno-brązowego rumaka.
Ostrożnie stawiając każdy krok,wypatrywali nieznajomego który niczym pantera zwinnie skrywał się wsród najciemniejszych ciemności..
Aimrat planował odwdzięczyć się za pomoc lecz nie wiedział do końca w jaki sposób miał by to uczynić.Nie miał nic co zainteresowało by osobę
rzucającą złotem na lewo i prawo.
Zimny wiatr,przypomniał chłopcu o czujności którą przez chwilę utracił.Wkroczyli do ubogiej dzielnicy,gdzie domy nie przypominały ciepłego schronienia a
zapach odstraszał najśmielszego śmiałka.
-..ciekawość to pierwszy stopień do piekła...-zaskoczony Aimrat odwrócił się w kierunku z skąd dobiegał przyciszony głos
Spojrzał na człowieka skrywającego pod tuniką po czym zerknął na miejsce w któym spodziewał się przbiegłego przybysza.
-widziałem...widziałem cię tam-wyjąkał młodzieniec pokazując palcem daleko przed siebie
Nieznajomy zrobił krok w kierunku Aimrata przybierając poważny wyraz twarzy.
-..widzisz to co chcesz zobaczyć..-odparł oschle-nie wystarczy patrzeć,trzeba jednocześnie myśleć i czuwać-dodał surowo po czym przeszedł obok chłopca jak gdyby nigdy nic
Aimrat otrząsnął się z osłupienia i ruszył za tajemniczym mężczyzną.Myśli głębiły się w jego głowie niczym czarne chmury,zwiastujące ulewny deszcz.
-mam..małą proźbę-wydukał po chwili
Mężczyzna podniósł dłoń na znak iż uważnie słucha.
-nie mam gdzie przenocować i...-nie zdołał dokończyć
-..nie..-warknął gwałtownie-pomogłem ci ze względu na to,że nie zamierzałem oglądać kolejnej egzekucji z tak błahej niepotrzebnej sytuacji...masz nauczkę i zapamiętaj...nie ma nic za darmo-dodał przechodząc obok
ujadającego psa który pod spojrzeniem człowieka w kapturze ucichł,skulił ogon i schował się w drewnianej budzie.
-tylko tą jedną noc..-załkał próbując wziąść na litość zimnego jak lód człowieka
Postać w kapturze gwałtownie przystanęła.Zaskoczony chłopak uderzył głową w twarde jak skała plecy.
-masz dokąd wrócić?-zapytał błyskawicznie
Aimrat przecząco pokręcił głową.
-rozumiem,że jesteś sierotą?
Rozłoszczony krępującymi pytaniami podtwierdził słowa nieznajomego.
-rozumiem również,iż jesteś zwykłym biednym nieszczęśliwym szczeniakiem który za razem jest niedojrzały,głupi i niezdatny do ciężkiej pracy-mruknął spoglądając na zawiniętą w ciemną szmatę dłoń młodzieńca
Chłopiec spuścił głowę skrywając ból który wyrządziły mu słowa ze strony wybawiciela.Z trudem utrzymywał słone łzy spływające po czerwonych policzkach.
-uważasz,że jesteś w stanie przeczytać książkę jaką jest życie?-zapytał nieznajomy odchodząc od nieprzyjemnych słów
Aimrat nie odpowiedział ponieważ bał się popełnić jakikolwiek błąd dający okazje do kolejnego szyderstwa.
-nikt nigdy nie przeczytał całego życia..a wiesz czemu?...oczywiście,że nie wiesz...życie ma za wiele stron..jest jak niekończąca się opowieść-stwierdził odwrucając się tyłem do płaczącego chłopaka
Długą ciszę przeywało jedynie głośne łkanie jak i odgłosy straży patrolującej Arvenie.
-jesteś niczym?-zapytał spokojnie
Młodzieniec nie zastanawiał się długo.
-nie-burknął niemrawie
Cichy nieprzyjemny śmiech nie zwiastował niczego dobrego.
-zadałem ci pytanie...jesteś niczym!??!!-mężczyzna wrzasnął a odbijające się od ścian echo kilkakrotnie powtórzyło cierniste dla chłopca słowa
Zdenerwowany miał ochotę uderzyć pieścią o pień starego drzewa.
-niee!!!...nie jestem nikim i nawet tacy jak ty tego nie zmienią!!-krzyknął po czym zawrócił
Znajdę pomoc u kogo innego-pomyślał głaszcząc Numida po karku
Mały konik zarżał z zadowolenia.
-a więc dobrze-usłyszał głos daleko za sobą-cenisz swoje życie..cenisz własnego siebie a tego nie da się porównać z niczym innym-dodał nieznajomy-mamy jeszcze spory kawałek do przejścia więc lepiej przestań się dąsać i ruszaj za mną-ziewnął mijając domostwa i inne napotkiwane przeszkody
wtorek, 23 sierpnia 2011
czwartek, 18 sierpnia 2011
Rozdział 3
Szare obłoki płynęły bo błękitnej tafli spokojnego nieba.Uginające się gałęzie,tworzyły podłużne,iglaste sklepienie przez które Aimrat razem z Numidem musieli się przedzierać.
Według mapy sporządzonej przez sympatycznego starca,Arvenia leżała między czterema dużymi,groźnie wyglądającymi, wzgórzami.Aby dotrzeć do upragnionego celu chłopiec oraz źrebię nie mieli innego wyboru jak podjąć próbę wyprawy przez ciemną szczelinę między dwoma,ciekawie ukształtowanymi,urwiskami.
Z ulgą opuścili świszczący las po czym z przerażeniem stanęli i obserwowali wąską,wyboistą drużkę otoczoną skalistymi zboczami.
-damy radę-odetchnął chłopiec dodając sobie otuchy i przy okazji drapiąc Numida za uchem-nie mamy innego wyjścia-mruknął pod nosem znikając w groźnie wyglądającym mroku
Chłopak dzielnie stąpał po grząskim terenie lecz z każdym kolejnym metrem odczuwał przeszywające,pulsujące po całym ciele, bóle.Co róż potykając się o grube korzenie ,lądował na chłodnej i wysypanej kamieniami glebie.
Spoglądając przed siebie z nadzieją oczekiwał blasku światła które oznaczała by koniec udręki jakiej od dłuższego czasu zaznawał.Rozgrzany organizm schładzał się w panującej dookoła przyjemnej wilgoci po to by za chwilę znów uderzyć falą buchającej ciepłem gorączki.
Aimrat nie zwlekając na kolejny przypływ rozrywających organizm drgawek,narzucił na siebie wełniany koc.Wiedział, iż z każdym kolejnym krokiem zbliżał się do końca wąskiego przesmyku.
Żywił wielkie nadzieje na przetrwanie i zwycięstwo z nieobliczalną naturą.
Numid zastrzygł uszami po czym stanął w miejscu robiąc spory rozkrok. Młodzieniec nie rozumiejąc owego zachowania rozejrzał się w około lecz nie dostrzegł nic co mogło wzbudzić niepokój w małym zwierzęciu.
Momentalnie odczuł nasilające się drżenia.Wstrząsy sprawiały, iż z obu wysokich ścian zsypywały się zastygnięte kawałki,ciężkiej,ubitej ziemi.
Zaniepokojony Aimrat nerwowo obserwował nie typowe zjawisko obawiając się tragicznej śmierci po przez ukamienowanie.
Balansował zdawając się na instynkt wierzchowca który perfekcyjnie unikał większych odłamków,niemiłosiernie twardych,głazów.
-to się nie dzieje naprawdę-wypowiedział na głos, biegnąc przed siebie tak jakby momentalnie odzyskał wszystkie utracone wcześniej siły
Młodzieniec przetarł zakurzoną twarz a jego oczom ukazało się światło zakończające morderczą wyprawę.
Źrebię ruszyło niczym oszalałe robiąc przy tym spore wyrwy,natomiast chłopiec skakał jak porażony wiedząc, iż brakuje mu wyłącznie kilku chwil do upragnionego miejsca.
Gruz obsypywał się co raz gwałtowniej.Chłopak upuściwszy koc ,popełnił błąd próbując wrócić po ciepłe,czerwone, okrycie.Spadający konar który razem z grubymi korzeniami wydostał się z samej góry zbocza ugodził chłopca boleśnie w ramię.Aimrat wrzasnął a łzy spłynęły mu po rozgrzanym policzku.Pokieraszowana ręka krwawiła i zelewała nowe ubrania otrzymane od miłych mieszkańców zrujnowanej wioski.
Zaciskając zęby ruszył nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwa.
Lekki powiew przyjemnego wiatru,łagodził ból skaleczonego ramienia.Chłopak siedząc na trawiastym wzniesieniu przyglądał się Arveni która tętniła życiem.
-przeżyliśmy-wycedził wstając-przeżyliśmy i pokazaliśmy siłę woli-dodał i ostrożnie rozpoczął zchodźić z stromego pagórka w kierunku wielkiego miasta.
Numid groźnie prychnął widocznie zdenerwowany tak krótkim postojem i odpoczynkiem.
Arvenia przypominała jeden wielki różno produktowy targ.Kolorowi mieszkańcy,przechadzali się z swoimi wierzchowcami oraz pokrzykiwali,reklamując rozmaite towary.
Artvil nie chcąc wzbudzać ciekawskich spojrzeń owinął ranę ciemną,niepotrzebną szmatą.Czuł się niczym bezużyteczna mrówka w mrowisku pełnym pracowitych stworzeń.
Przepychając się w gąszczu zwierząt i ich właścicieli,obserwował przepiękne budowle,ozdabiane wykutymi rzeźbami i pozłacane gdzie nadarzała się taka możliwość.
Dochodząc do wielkiego placu spostrzegł okrągłą wapienną fontannę z wizerunkiem wysokiej kobiety która w obu dłoniach trzymała dziurawe wiadra.
Niedaleko na uboczu znajdowała się wysoka,szara, wieża ,zakończona czarnym,stalowym krzyżem.Mroczny kościół zdawał się odstraszać mieszkańców którzy szerokim łukiem omijali nietypową budowlę..
Ku zaskoczeniu Aimrata,całe piękno zapierające dech w piersiach zakończyło się kilkadziesiąt metrów dalej.Drewniane chaty,ubogo wyglądający mieszkańcy i nieprzyjemny zapach towarzyszący odchodom krów hodowanych przed domami.Inny świat-stwierdził w myśli
Chłopiec przywiązał źrebię do jednego z krzywych płotów.Uboga dzielnica nie obfitowała w ruch dlatego też takie rozwiązanie było najkorzystniejsze.
Żegnając Numida ruszył w kierunku tawerny pod "Spragnionym Zabijaką"
Pewnym krokiem wkroczył do pomieszczenia.Posrebrzane tarcze,krótkie i długie sztylety,ostre jak brzytwa kosy oraz inne ekwipunki wojenne zawieszone na ścianach robiły wrażenie na nowych klientach.
Całą konstrukcję tawerny podtrzymywały dwa wielkie,ceglane słupy w okół których ustawiono stoły i niewymiarowe krzesła.
Stali zarośnięci bywalcy,mierząc przez moment Aimrata postanowili powrócić do rozmów przez siebie prowadzonych.Młodzieniec odetchnął po czym zasiadł przy jedynym wolnym stoliku.
Gdy rozsiadł się na drewnianym siedzeniu spostrzegł spory cień padający na okrągły stół.
-słucham kolegę-przemówił uśmiechając się z nie wiadomo jakiego powodu
Gruby barman stojąc z karteczką w dłoni oczekiwał zamówienia ze strony Aimrata.
-co Pan poleca?-zapytał chłopak lekko zakłopotany
Mężczyzna uniósł wysoko głowę,wpatrując się w jasno brązowy sufit.
- jeśli chodzi o napoje....piwo mocno chmielowane...piwo słabo chmielowane...piwo ciemne jak i jasne....piwo owocowe...mleko oraz wodę-zakończył obojętnie
-mleko-odparł błyskawicznie-mleko i...-zastanowił się
Barman lekko oburzony banalnym wyborem rozpoczął ponowne wymienianie :
-z potraw,polecamy....golonkę w piwie..żółć bydlęca w piwie...karczek w..karczek w sosie śliwkowym-rzekł mówić dalej lecz ujrzał dłoń która gwałtownie go powstrzymała:
-karczek w sosie śliwkowym-czarny cień momentalnie znikł prowadzony przez swojego tęgiego właściciela
Według mapy sporządzonej przez sympatycznego starca,Arvenia leżała między czterema dużymi,groźnie wyglądającymi, wzgórzami.Aby dotrzeć do upragnionego celu chłopiec oraz źrebię nie mieli innego wyboru jak podjąć próbę wyprawy przez ciemną szczelinę między dwoma,ciekawie ukształtowanymi,urwiskami.
Z ulgą opuścili świszczący las po czym z przerażeniem stanęli i obserwowali wąską,wyboistą drużkę otoczoną skalistymi zboczami.
-damy radę-odetchnął chłopiec dodając sobie otuchy i przy okazji drapiąc Numida za uchem-nie mamy innego wyjścia-mruknął pod nosem znikając w groźnie wyglądającym mroku
Chłopak dzielnie stąpał po grząskim terenie lecz z każdym kolejnym metrem odczuwał przeszywające,pulsujące po całym ciele, bóle.Co róż potykając się o grube korzenie ,lądował na chłodnej i wysypanej kamieniami glebie.
Spoglądając przed siebie z nadzieją oczekiwał blasku światła które oznaczała by koniec udręki jakiej od dłuższego czasu zaznawał.Rozgrzany organizm schładzał się w panującej dookoła przyjemnej wilgoci po to by za chwilę znów uderzyć falą buchającej ciepłem gorączki.
Aimrat nie zwlekając na kolejny przypływ rozrywających organizm drgawek,narzucił na siebie wełniany koc.Wiedział, iż z każdym kolejnym krokiem zbliżał się do końca wąskiego przesmyku.
Żywił wielkie nadzieje na przetrwanie i zwycięstwo z nieobliczalną naturą.
Numid zastrzygł uszami po czym stanął w miejscu robiąc spory rozkrok. Młodzieniec nie rozumiejąc owego zachowania rozejrzał się w około lecz nie dostrzegł nic co mogło wzbudzić niepokój w małym zwierzęciu.
Momentalnie odczuł nasilające się drżenia.Wstrząsy sprawiały, iż z obu wysokich ścian zsypywały się zastygnięte kawałki,ciężkiej,ubitej ziemi.
Zaniepokojony Aimrat nerwowo obserwował nie typowe zjawisko obawiając się tragicznej śmierci po przez ukamienowanie.
Balansował zdawając się na instynkt wierzchowca który perfekcyjnie unikał większych odłamków,niemiłosiernie twardych,głazów.
-to się nie dzieje naprawdę-wypowiedział na głos, biegnąc przed siebie tak jakby momentalnie odzyskał wszystkie utracone wcześniej siły
Młodzieniec przetarł zakurzoną twarz a jego oczom ukazało się światło zakończające morderczą wyprawę.
Źrebię ruszyło niczym oszalałe robiąc przy tym spore wyrwy,natomiast chłopiec skakał jak porażony wiedząc, iż brakuje mu wyłącznie kilku chwil do upragnionego miejsca.
Gruz obsypywał się co raz gwałtowniej.Chłopak upuściwszy koc ,popełnił błąd próbując wrócić po ciepłe,czerwone, okrycie.Spadający konar który razem z grubymi korzeniami wydostał się z samej góry zbocza ugodził chłopca boleśnie w ramię.Aimrat wrzasnął a łzy spłynęły mu po rozgrzanym policzku.Pokieraszowana ręka krwawiła i zelewała nowe ubrania otrzymane od miłych mieszkańców zrujnowanej wioski.
Zaciskając zęby ruszył nie zwracając uwagi na niebezpieczeństwa.
Lekki powiew przyjemnego wiatru,łagodził ból skaleczonego ramienia.Chłopak siedząc na trawiastym wzniesieniu przyglądał się Arveni która tętniła życiem.
-przeżyliśmy-wycedził wstając-przeżyliśmy i pokazaliśmy siłę woli-dodał i ostrożnie rozpoczął zchodźić z stromego pagórka w kierunku wielkiego miasta.
Numid groźnie prychnął widocznie zdenerwowany tak krótkim postojem i odpoczynkiem.
Arvenia przypominała jeden wielki różno produktowy targ.Kolorowi mieszkańcy,przechadzali się z swoimi wierzchowcami oraz pokrzykiwali,reklamując rozmaite towary.
Artvil nie chcąc wzbudzać ciekawskich spojrzeń owinął ranę ciemną,niepotrzebną szmatą.Czuł się niczym bezużyteczna mrówka w mrowisku pełnym pracowitych stworzeń.
Przepychając się w gąszczu zwierząt i ich właścicieli,obserwował przepiękne budowle,ozdabiane wykutymi rzeźbami i pozłacane gdzie nadarzała się taka możliwość.
Dochodząc do wielkiego placu spostrzegł okrągłą wapienną fontannę z wizerunkiem wysokiej kobiety która w obu dłoniach trzymała dziurawe wiadra.
Niedaleko na uboczu znajdowała się wysoka,szara, wieża ,zakończona czarnym,stalowym krzyżem.Mroczny kościół zdawał się odstraszać mieszkańców którzy szerokim łukiem omijali nietypową budowlę..
Ku zaskoczeniu Aimrata,całe piękno zapierające dech w piersiach zakończyło się kilkadziesiąt metrów dalej.Drewniane chaty,ubogo wyglądający mieszkańcy i nieprzyjemny zapach towarzyszący odchodom krów hodowanych przed domami.Inny świat-stwierdził w myśli
Chłopiec przywiązał źrebię do jednego z krzywych płotów.Uboga dzielnica nie obfitowała w ruch dlatego też takie rozwiązanie było najkorzystniejsze.
Żegnając Numida ruszył w kierunku tawerny pod "Spragnionym Zabijaką"
Pewnym krokiem wkroczył do pomieszczenia.Posrebrzane tarcze,krótkie i długie sztylety,ostre jak brzytwa kosy oraz inne ekwipunki wojenne zawieszone na ścianach robiły wrażenie na nowych klientach.
Całą konstrukcję tawerny podtrzymywały dwa wielkie,ceglane słupy w okół których ustawiono stoły i niewymiarowe krzesła.
Stali zarośnięci bywalcy,mierząc przez moment Aimrata postanowili powrócić do rozmów przez siebie prowadzonych.Młodzieniec odetchnął po czym zasiadł przy jedynym wolnym stoliku.
Gdy rozsiadł się na drewnianym siedzeniu spostrzegł spory cień padający na okrągły stół.
-słucham kolegę-przemówił uśmiechając się z nie wiadomo jakiego powodu
Gruby barman stojąc z karteczką w dłoni oczekiwał zamówienia ze strony Aimrata.
-co Pan poleca?-zapytał chłopak lekko zakłopotany
Mężczyzna uniósł wysoko głowę,wpatrując się w jasno brązowy sufit.
- jeśli chodzi o napoje....piwo mocno chmielowane...piwo słabo chmielowane...piwo ciemne jak i jasne....piwo owocowe...mleko oraz wodę-zakończył obojętnie
-mleko-odparł błyskawicznie-mleko i...-zastanowił się
Barman lekko oburzony banalnym wyborem rozpoczął ponowne wymienianie :
-z potraw,polecamy....golonkę w piwie..żółć bydlęca w piwie...karczek w..karczek w sosie śliwkowym-rzekł mówić dalej lecz ujrzał dłoń która gwałtownie go powstrzymała:
-karczek w sosie śliwkowym-czarny cień momentalnie znikł prowadzony przez swojego tęgiego właściciela
Kosztując pyszną potrawę i popijając ją lodowatym mlekiem,chłopak rozmyślał nad noclegiem na dzisiejszą noc.
Wiedział,że z obolałą ręką nie znajdzie żadnej pracy z której mógł by przeżyć kolejne dni w Arveni.Wiedział również,że czekają go kłopoty które zwiastowało nadejście właściciela lokalu.
-młodzieńcze, masz pieniążki?-zapytał kpiąco stojąc niczym kat nad skazanym
Aimrat pokręcił przecząco głową.Nie miał ani jednej złotej monety.
-liczyłem na skromny podarunek w postaci ciepłej strawy-oznajmił-nie miałem nic w ustach od kilu dni
-kolega sobie żarty stroi?!-warknął barman podchodząc z zmieszaną miną wiedząc iż popełnił błąd nie prosząc o zapłatę po zaserwowaniu dań-kolega chcę zawisnąć na szubienicy?
Nastała cisza którą jedynie przerywały odgłosy beknięć,wypitych już stałych bywalców.
-przepraszam-mruknął chłopak spuszczając twarz ku ziemi na znak skruchy i niezadowolenia
-zwykły,brudny,złodziej!!-krzyknął właściciel robiąc się nagle cały fioletowy
Siedzący przy ladzie mężczyzna powstał gwałtownie po czym ruszył w kierunku całego zamieszania.Tajemniczy szary kaptur przysłaniał twarz nieznajomego który rzucił na stół kilka złotych monet.
-chłopak jest zemną-stwierdził łagodnie idąc w kierunku wyjścia
Zaskoczony Artvil narzucił na plecy skórzany plecak po czym wybiegł za zbawicielem,zostawiając zdziwionych ludzi z opuszczonymi szczękami.
Wiedział,że z obolałą ręką nie znajdzie żadnej pracy z której mógł by przeżyć kolejne dni w Arveni.Wiedział również,że czekają go kłopoty które zwiastowało nadejście właściciela lokalu.
-młodzieńcze, masz pieniążki?-zapytał kpiąco stojąc niczym kat nad skazanym
Aimrat pokręcił przecząco głową.Nie miał ani jednej złotej monety.
-liczyłem na skromny podarunek w postaci ciepłej strawy-oznajmił-nie miałem nic w ustach od kilu dni
-kolega sobie żarty stroi?!-warknął barman podchodząc z zmieszaną miną wiedząc iż popełnił błąd nie prosząc o zapłatę po zaserwowaniu dań-kolega chcę zawisnąć na szubienicy?
Nastała cisza którą jedynie przerywały odgłosy beknięć,wypitych już stałych bywalców.
-przepraszam-mruknął chłopak spuszczając twarz ku ziemi na znak skruchy i niezadowolenia
-zwykły,brudny,złodziej!!-krzyknął właściciel robiąc się nagle cały fioletowy
Siedzący przy ladzie mężczyzna powstał gwałtownie po czym ruszył w kierunku całego zamieszania.Tajemniczy szary kaptur przysłaniał twarz nieznajomego który rzucił na stół kilka złotych monet.
-chłopak jest zemną-stwierdził łagodnie idąc w kierunku wyjścia
Zaskoczony Artvil narzucił na plecy skórzany plecak po czym wybiegł za zbawicielem,zostawiając zdziwionych ludzi z opuszczonymi szczękami.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Rozdział 2
-podróżując w samotności uświadamiasz sobie całą życiową prawdę...- przemówił Aimrat spoglądając na swojego nowo poznanego towarzysza
Mały źrebak ni z stąd ni zowąd pojawił się w ciemnym lesie, zbudzając rozzłoszczonego chłopca z błogiego,tak długo oczekiwanego,spokojnego snu.
-nie wiem dlaczego podążasz moimi śladami ale muszę cię ostrzec-mruknął lekko ospale-oddalając się od pastwiska na którym zostałeś poczęty,oddalasz się od rodziny a oddalając się od rodziny
tracisz wiele korzyści które z tego płyną-oznajmił spoglądając w ciemne,duże jak diamenty ślepia-rozumiesz ?-zapytał zastanawiając się czy nie postradał zmysłów
Źrebię niezdarnie potruchtało o mało się nie przewracając.
-tak myślałem-zrezygnowany chłopak przyspieszając kroku usiłował uciec przed młodym zwierzęciem
Brązowo czarny futrzak przystanął po czym nie udolnie zarżał.W dzikim jazgocie dało się usłyszeć rozpacz jak i przerażenie.
Zaskoczony nie codziennym zachowaniem konia zrozumiałem,iż tak jak i ja został sam bez pomocy najbliższych.
Mały źrebak ni z stąd ni zowąd pojawił się w ciemnym lesie, zbudzając rozzłoszczonego chłopca z błogiego,tak długo oczekiwanego,spokojnego snu.
-nie wiem dlaczego podążasz moimi śladami ale muszę cię ostrzec-mruknął lekko ospale-oddalając się od pastwiska na którym zostałeś poczęty,oddalasz się od rodziny a oddalając się od rodziny
tracisz wiele korzyści które z tego płyną-oznajmił spoglądając w ciemne,duże jak diamenty ślepia-rozumiesz ?-zapytał zastanawiając się czy nie postradał zmysłów
Źrebię niezdarnie potruchtało o mało się nie przewracając.
-tak myślałem-zrezygnowany chłopak przyspieszając kroku usiłował uciec przed młodym zwierzęciem
Brązowo czarny futrzak przystanął po czym nie udolnie zarżał.W dzikim jazgocie dało się usłyszeć rozpacz jak i przerażenie.
Zaskoczony nie codziennym zachowaniem konia zrozumiałem,iż tak jak i ja został sam bez pomocy najbliższych.
-nie myśl sobie,że podróż zemną będzie prosta i przyjemna-wycedził Aimrat którego najwyraźniej dopadło znudzenie-gdy tylko podrośniesz zostaniesz moim wierzchowcem ponieważ jak na razie sam
ledwo człapiesz po tych wąskich,zygzakowatych ścieżkach-dodał spoglądając na źrebię które chwiejnie stawiało kroki swoimi długimi jak tyczki koślawymi kopytami
W oddali na obniżonym terenie leżała jedna z mniejszych wiosek jakie chłopiec widział w swoim krótkim,dotychczasowym życiu.Dwa duże,ceglane domy oraz jedna drewniana stajnia.Jedyne co można było ujrzeć na pierwszy rzut oka.
-zatrzymamy się tu...-oznajmił pewnym głosem wskazując na zabudowania-ale najpierw nadamy ci imię-mruknął wytężając umysł nad sensowną nazwą-pewien stary bajarz opowiadał mi o rasie Numidyjskiej...mówił również,że owe konie służyły wielu cesarstwom do ciężkich bitew toczonych na przestrzeni lat...dlatego czy ci się to podoba czy nie od dziś będziesz Numidem-oznajmił stojąc przed zwierzęciem z grobową miną
-odrzuć wszelkie diabelskie pokusy,bądź czujny,wierny oraz zawsze godny pochwały...obyś nigdy nie użył kopyt w niesłusznej sprawie i ran nikomu nimi nie zadał-śmiejąc się zakończył fragment pasowania rycerskiego, zmieniając przy tym poniektóre nie pasujące do sytuacji słowa-nadaję ci imię Numid ponieważ...jako jedyny jesteś obojętny co do mojej osoby-dokończył klepiąc konia po aksamitnej szyi
Źrebię z opuszczoną głową przeżuwało świeże źdźbła trawy.Niezainteresowany Numid wyszczerzył zęby po czym niezdarnie pogalopował ku wiosce.
Aimrat jeszcze przez chwilę obserwował nowo poznanego kompana po czym rozpromieniony ruszył jego śladem.
Z spokojem i powściągliwością maszerowali po sporym obszarze zabudowanym wyłącznie trzema pomieszczeniami.Czujne oko Aimrata spostrzegło iż wioska przeżyła wiele nie miłych chwil ponieważ od czasu do czasu napotykali na swojej drodze zrujnowane fundamenty oraz stosy,kurzących się za każdym podmuchem wiatru,gruzów.
Jedynym oznakiem życia było mokre pranie wywieszone na grubym sznurze prowadzącym od otwartego okna jednej z chaty do grubego i starego, spleśniałego, dębu.
Chłopak ostrożnie zbliżył się do stajni która z bliska przypominała szwajcarski ser.Przez liczne dziury przelatywały jasne poświaty,całkiem odkrytego grzejącego słońca.
Stawiając Namida w najbardziej zacieniowanym miejscu,uważnie wybrał najczystszą słomę z snopka leżącego przy jednej z podtrzymujących całą konstrukcję belek.
-nie przywiązuje cię ponieważ nie mam dosłownie nic czym mógł bym to uczynić...-burknął rozglądając się w około-wrócę po ciebie jak tylko odnajdę właściciela owej posiadłości-stwierdził nie pewnie wymykając się przez skrzypiącą bramę
Zielony ptak o dość bujnej,mocno czerwonej czuprynie, pogwizdywał dziwnie skomplikowany rytm.Chłopiec próbując powtórzyć,zaprzestał po pierwszej próbie,stwierdzając iż jest to niewykonalne.
Żółta spalona,trawa porastająca przy progu największego z budynków zatrzeszczała pod nie za dużym ciężarem Aimrata.Młodzieniec bez przekonania zastukał trzykrotnie w drzwi obawiając się,czy oby zaraz nie wypadną z zardzewiałych zawiasów.
-proszę,proszę-usłyszał chrapliwy lecz opanowany głos dobiegający zza jego pleców
Zaskoczony obrócił się i ujrzał niskiego,lekko zgarbionego staruszka z ocisanym kijem w lewej dłoni.Miał na sobie seledynową,filcową kamizelką oraz białe kalesony podwinięte do kolan.
-wejdź do środka,mój miły-wyszeptał pokazując dłonią by uczynił to o co poprosił
Wkraczając do ciemnego pomieszczenia chłopiec poczuł lekkie zawroty głowy.
-usiądź-oznajmił mężczyzna podsuwając obite pomarańczową skórą siedzenie-rozluźnij się...natomiast ja poproszę żonę by zaopiekowała się twoim wierzchowcem-wybęłkotał znikając za jedną z szarych ścian
Pomieszczenie w którym przebywał było skromne czemu w ogóle się nie dziwił.Szeroki stolik zajmował większą część pokoiku.W dużej,oszklonej szafie znajdywały się kuchenne naczynia oraz śnieżno białe obrusy.W samym rogu przy zaparowanym oknie stał kafelkowy,brązowy piec.Gościnność gospodarzy była sporym zaskoczeniem w odczuciach Aimrata.Rzadko jakąkolwiek osoba odnosiła się do chłopca z należytym szacunkiem dlatego postanowił nie sprawiać wielu kłopotów ubogiej rodzinie.
-pewnie jesteś głodny-garbaty starzec znienacka wyleciał nie wiadomo z skąd niosąc miedzianą miskę pełną ładnie pachnącej potrawki-jedz,jedz i mów czego potrzebujesz-dodał zasiadając na przeciw Aimrata
Chłopiec lekko skrępowany rozpoczął pochłaniać posiłek nie zastanawiając się nawet jak smakuje.
-wyruszam w daleką podróż-zaczął z pełną buzią-dokładnie to nie wiem gdzie jestem i w którym kierunku się udaje-stwierdził i ujrzał szklankę pełną kompotu której wcześniej nie było
Robiąc spory łyk,kontynuował dalej.
-widząc wioskę,a raczej jej ruiny,miałem nadzieję,że uda mi się dowiedzieć czegoś więcej o owych terenach-spojrzał na starca oczekując jakiejś reakcji
Siwy mężczyzna podrapał się po brodzie.
-kotlina Ursusa znana jest z tego iż nawiedzają ją liczne,obfite w nieszczęścia burze-mruknął prawie szepcąc-zmierzasz w kierunku zachodnim mój miły a za chwil kilka sporządzę ci dokładną mapę
Podziękowałem ,ściskając pomarszczoną dłoń szanownego człowieka.
Zaopatrzony w mapę,strawę i kilka ciepłych kocy,wyruszyłem w kierunku północno wschodnim ku Arveni.Jedno z większych miast w odległości kilkudziesięciu mil.Numid z za dużym siodłem po nie żyjącej już klaczy, dzielnie dreptał nosząc dodatkowy bagaż.
Zimny wiatr zwiastował chłodną i nieprzyjemną noc.Aimrat narzuciwszy żwawe tempo,nasłuchiwał odgłosy szykującej się do snu przyrody.
sobota, 13 sierpnia 2011
Rozdział 1
-Aimrat... ty plugawy kmiocie!!!-zawył przeciągle jeden z chłopców biegających po podwórzu-przybłędo bez dachu nad głową!!!-ryknął zataczając się od śmiechu
Gromada bachorów wytykała chłopca palcami niczym eksponat w muzeum.
-gamoniu zawszony!-odezwał się inny a cała reszta zachichotała
Chłopiec o czarnych,potarganych na wszystkie strony włosach siedział nie ruchomo na jednym z większych kamieni.Wielkie,piwne oczy z niewiarygodnym spokojem obserwowały zgraję,rzucających obelgami,rówieśników.
Jeden z wyższych młodzieńców podszedł do sieroty i mocnym pchnięciem powalił go na ziemię.
-wstawaj ciamajdo!!-warknął zaciskając zęby
Aimrat zasłaniając oczy przed promieniami słońca podniósł się o własnych siłach.
Zdawał się nie zwracać uwagi na złowrogo nastawionego przeciwnika.
-patrzcie...wydaję mu się,że jest lepszy od nas...!!-stwierdził bezpodstawnie oprawca uderzając ofiarę otwartą dłonią po policzku który gwałtownie poczerwieniał
W około zaistniałej sytuacji zebrała się spora widownia która od czasu do czasu wydawała niezrozumiałe dla ucha odgłosy.
Łobuz po raz kolejny podniósł rękę w zamiarze sprawienia krzywdy drugiej osobie.Ku zaskoczeniu wszystkich, cios minął celu a następnie przeprowadzony błyskawiczny kontratak przez sierotę powalił rozzłoszczonego zbója na łopatki.Chłopak zaskoczony swoim czynem,przedarł się przez tłum oszołomionych i przerażonych min.Biegnąc ile sił w nogach,udał się w kierunku małej szopy która służyła mu za dom.
Czmychnął przez uchyloną bramę po czym instynktownie skierował się w stronę kuferka leżącego przy brudnym materacu.Wyciągnął skórzaną torbę którą otrzymał od pewnego garbarza.
Następnie spakował kilka czystych ubrań oraz porcję żywności otrzymaną przez gospodarza małej wioski który wynajął chłopcu owe pomieszczenie.
Nastał dzień w którym uwolni się od sadystycznego otoczenia-pomyślał wychodząc tylnym wyjściem
Bez pożegnania i wylewnych łez rozstał się z wioską w której spędził kilka długich,nieszczęśliwych lat.Nie wiedząc dlaczego z ową decyzją zwlekał aż do tego,tak koszmarnego dla niego,dnia.
Gromada bachorów wytykała chłopca palcami niczym eksponat w muzeum.
-gamoniu zawszony!-odezwał się inny a cała reszta zachichotała
Chłopiec o czarnych,potarganych na wszystkie strony włosach siedział nie ruchomo na jednym z większych kamieni.Wielkie,piwne oczy z niewiarygodnym spokojem obserwowały zgraję,rzucających obelgami,rówieśników.
Jeden z wyższych młodzieńców podszedł do sieroty i mocnym pchnięciem powalił go na ziemię.
-wstawaj ciamajdo!!-warknął zaciskając zęby
Aimrat zasłaniając oczy przed promieniami słońca podniósł się o własnych siłach.
Zdawał się nie zwracać uwagi na złowrogo nastawionego przeciwnika.
-patrzcie...wydaję mu się,że jest lepszy od nas...!!-stwierdził bezpodstawnie oprawca uderzając ofiarę otwartą dłonią po policzku który gwałtownie poczerwieniał
W około zaistniałej sytuacji zebrała się spora widownia która od czasu do czasu wydawała niezrozumiałe dla ucha odgłosy.
Łobuz po raz kolejny podniósł rękę w zamiarze sprawienia krzywdy drugiej osobie.Ku zaskoczeniu wszystkich, cios minął celu a następnie przeprowadzony błyskawiczny kontratak przez sierotę powalił rozzłoszczonego zbója na łopatki.Chłopak zaskoczony swoim czynem,przedarł się przez tłum oszołomionych i przerażonych min.Biegnąc ile sił w nogach,udał się w kierunku małej szopy która służyła mu za dom.
Czmychnął przez uchyloną bramę po czym instynktownie skierował się w stronę kuferka leżącego przy brudnym materacu.Wyciągnął skórzaną torbę którą otrzymał od pewnego garbarza.
Następnie spakował kilka czystych ubrań oraz porcję żywności otrzymaną przez gospodarza małej wioski który wynajął chłopcu owe pomieszczenie.
Nastał dzień w którym uwolni się od sadystycznego otoczenia-pomyślał wychodząc tylnym wyjściem
Bez pożegnania i wylewnych łez rozstał się z wioską w której spędził kilka długich,nieszczęśliwych lat.Nie wiedząc dlaczego z ową decyzją zwlekał aż do tego,tak koszmarnego dla niego,dnia.
Słońce wysoko na niebie co róż skrywało się między pojedynczymi chmurkami.Wiatr delikatnie łaskotał drzewka które wyginając cienkie pnie, kierowały bujne liście ku trawiastej ziemi.
Aimrat spoglądał przed siebie widząc wyłącznie zielone pagórki którym w niedalekiej przyszłości musiał niechybnie sprostać.Ocierając pot z czoła rozmyślał nad kolejnymi etapami, tak ciężkiego, życia.
Dobry zarobek daje tyle korzyści-stwierdził w duszy.Od wielu tygodni marzył o ciepłej strawie jak i bezpiecznym schronieniu.
Piętnastoletni chłopiec bez żadnych wyróżniających się umiejętności nie znajdzie pracy nawet na polu-pomyślał po czym jak najszybciej rozwiał nie sympatyczne myśli
Pochwycił mały kamyk a następnie cisnął nim w pobliski krzak.Nie wiedział co z sobą zrobić a takie uczucie w ostatnich czasach często mu towarzyszyło.Brak map oznaczało mozolne błądzenie między dolinami,lasami jak i pustyniami.
Nigdy nie oddalał się od wioski dalej niż na kilometr więc nowe tereny budziły w nim lęk jak i obawę.Jedynym rozwiązaniem było odnalezienie miasta.
Miasta w którym odnajdzie to czego pragnie.
Chłopiec spojrzał na swoją tunikę która bardziej przypominała worek po ziemniakach.Sandały uwierające stopy zdawały się być najsolidniejszą konstrukcją.Małe koraliki na nadgarstku zrobił sam z zeschniętej,bordowej, jarzębiny.W jednej z dłoni trzymał długi badyl którym od czasu do czasu podpierał się niczym zgrabiony starzec potrzebujący chwili odpoczynku.
Rozwidlenie na końcu szosy stanowiło spory problem.Po lewej stronie w sporym zagłębieniu znajdował się stawek natomiast po prawej, stromy, iglasty,ciemno zielony las.
Temperatura sprawiła iż powędrowałem lewą ścieżką ku chłodno wyglądającej wodzie.
-ani jednej żywej duszy-powiedział zdumiony obserwując skrawek niewiarygodnie czystej plaży
Odłożył obuwie oraz tunikę na kępę dziwnie wyglądających chwastów po czym w podskokach przeszedł się po rozgrzanym piasku.Spokojna fala co róż uderzała o brzeg dosięgając bosych stóp chłopca.
Nareszcie po raz pierwszy od tak wielu miesięcy poczuł jak jego głowa odpływa razem z odpływającą falą.Zapomniał o wszystkich nieprzyjemnościach.Wymazał z pamięci twarze rówieśników którzy na każdym kroku
uprzykrzali mu życie.Dlaczego?-zadał sam sobie pytanie.Dlaczego spotkała mnie tak sroga kara-pokręcił głową zagryzając wargi po czym niczym delfin dał nura pod wodę
Ciało Aimrata zadrżało od chłodu który w wolnym tempie dosięgał każdej kończyny.Otworzył oczy i ujrzał ciemność którą w nie których miejscach przeszywały promienie słońca.
Szybkimi ruchami opłynął nie wielki zbiornik wody by następnie powrócić na brzeg.
Z każdą kolejną minutą,słońce oddawało swą moc szarości która oślepiała ciemnością.Nocne drapieżniki wyruszały na łowy.Sowa siedząca na jednym z drzew obkręcała głowę o 180 stopni w poszukiwaniu
bez bronnych gryzoni przebywających w swoich norkach.Lisy skrywały się między wysokimi trawami,czekając na najmniejszy błąd swojej ofiary natomiast wilki alarmowały o szykowanym polowaniu,wyjąc w niebo głosy.
Idąc główną ścieżką mogłem natrafić na złodziei lub innych groźnych bandytów.Zszedłem do lasu i rozpaliłem ognisko za pomocą drzewnej huby.Co róż dorzucałem suche gałązki oraz zeschniętą trawę.
Jedząc kromkę chleba podsłuchiwałem leśny tryb życia prowadzący przez nie znane mi stworzenia.
piątek, 12 sierpnia 2011
Nowe postanowienia...
Witam i oznajmiam,że w najbliższych dniach rozpocznę dodawanie notek.Staram się łączyć humor oraz ciekawą akcję co nie zawsze mi wychodzi.Ale liczę na was pod względem uczciwości.Bądźcie szczerzy w komentarzach jeśli już zechcecie skomentować:)
Pozdrawiam,Klejeto
Subskrybuj:
Posty (Atom)