-podróżując w samotności uświadamiasz sobie całą życiową prawdę...- przemówił Aimrat spoglądając na swojego nowo poznanego towarzysza
Mały źrebak ni z stąd ni zowąd pojawił się w ciemnym lesie, zbudzając rozzłoszczonego chłopca z błogiego,tak długo oczekiwanego,spokojnego snu.
-nie wiem dlaczego podążasz moimi śladami ale muszę cię ostrzec-mruknął lekko ospale-oddalając się od pastwiska na którym zostałeś poczęty,oddalasz się od rodziny a oddalając się od rodziny
tracisz wiele korzyści które z tego płyną-oznajmił spoglądając w ciemne,duże jak diamenty ślepia-rozumiesz ?-zapytał zastanawiając się czy nie postradał zmysłów
Źrebię niezdarnie potruchtało o mało się nie przewracając.
-tak myślałem-zrezygnowany chłopak przyspieszając kroku usiłował uciec przed młodym zwierzęciem
Brązowo czarny futrzak przystanął po czym nie udolnie zarżał.W dzikim jazgocie dało się usłyszeć rozpacz jak i przerażenie.
Zaskoczony nie codziennym zachowaniem konia zrozumiałem,iż tak jak i ja został sam bez pomocy najbliższych.
Mały źrebak ni z stąd ni zowąd pojawił się w ciemnym lesie, zbudzając rozzłoszczonego chłopca z błogiego,tak długo oczekiwanego,spokojnego snu.
-nie wiem dlaczego podążasz moimi śladami ale muszę cię ostrzec-mruknął lekko ospale-oddalając się od pastwiska na którym zostałeś poczęty,oddalasz się od rodziny a oddalając się od rodziny
tracisz wiele korzyści które z tego płyną-oznajmił spoglądając w ciemne,duże jak diamenty ślepia-rozumiesz ?-zapytał zastanawiając się czy nie postradał zmysłów
Źrebię niezdarnie potruchtało o mało się nie przewracając.
-tak myślałem-zrezygnowany chłopak przyspieszając kroku usiłował uciec przed młodym zwierzęciem
Brązowo czarny futrzak przystanął po czym nie udolnie zarżał.W dzikim jazgocie dało się usłyszeć rozpacz jak i przerażenie.
Zaskoczony nie codziennym zachowaniem konia zrozumiałem,iż tak jak i ja został sam bez pomocy najbliższych.
-nie myśl sobie,że podróż zemną będzie prosta i przyjemna-wycedził Aimrat którego najwyraźniej dopadło znudzenie-gdy tylko podrośniesz zostaniesz moim wierzchowcem ponieważ jak na razie sam
ledwo człapiesz po tych wąskich,zygzakowatych ścieżkach-dodał spoglądając na źrebię które chwiejnie stawiało kroki swoimi długimi jak tyczki koślawymi kopytami
W oddali na obniżonym terenie leżała jedna z mniejszych wiosek jakie chłopiec widział w swoim krótkim,dotychczasowym życiu.Dwa duże,ceglane domy oraz jedna drewniana stajnia.Jedyne co można było ujrzeć na pierwszy rzut oka.
-zatrzymamy się tu...-oznajmił pewnym głosem wskazując na zabudowania-ale najpierw nadamy ci imię-mruknął wytężając umysł nad sensowną nazwą-pewien stary bajarz opowiadał mi o rasie Numidyjskiej...mówił również,że owe konie służyły wielu cesarstwom do ciężkich bitew toczonych na przestrzeni lat...dlatego czy ci się to podoba czy nie od dziś będziesz Numidem-oznajmił stojąc przed zwierzęciem z grobową miną
-odrzuć wszelkie diabelskie pokusy,bądź czujny,wierny oraz zawsze godny pochwały...obyś nigdy nie użył kopyt w niesłusznej sprawie i ran nikomu nimi nie zadał-śmiejąc się zakończył fragment pasowania rycerskiego, zmieniając przy tym poniektóre nie pasujące do sytuacji słowa-nadaję ci imię Numid ponieważ...jako jedyny jesteś obojętny co do mojej osoby-dokończył klepiąc konia po aksamitnej szyi
Źrebię z opuszczoną głową przeżuwało świeże źdźbła trawy.Niezainteresowany Numid wyszczerzył zęby po czym niezdarnie pogalopował ku wiosce.
Aimrat jeszcze przez chwilę obserwował nowo poznanego kompana po czym rozpromieniony ruszył jego śladem.
Z spokojem i powściągliwością maszerowali po sporym obszarze zabudowanym wyłącznie trzema pomieszczeniami.Czujne oko Aimrata spostrzegło iż wioska przeżyła wiele nie miłych chwil ponieważ od czasu do czasu napotykali na swojej drodze zrujnowane fundamenty oraz stosy,kurzących się za każdym podmuchem wiatru,gruzów.
Jedynym oznakiem życia było mokre pranie wywieszone na grubym sznurze prowadzącym od otwartego okna jednej z chaty do grubego i starego, spleśniałego, dębu.
Chłopak ostrożnie zbliżył się do stajni która z bliska przypominała szwajcarski ser.Przez liczne dziury przelatywały jasne poświaty,całkiem odkrytego grzejącego słońca.
Stawiając Namida w najbardziej zacieniowanym miejscu,uważnie wybrał najczystszą słomę z snopka leżącego przy jednej z podtrzymujących całą konstrukcję belek.
-nie przywiązuje cię ponieważ nie mam dosłownie nic czym mógł bym to uczynić...-burknął rozglądając się w około-wrócę po ciebie jak tylko odnajdę właściciela owej posiadłości-stwierdził nie pewnie wymykając się przez skrzypiącą bramę
Zielony ptak o dość bujnej,mocno czerwonej czuprynie, pogwizdywał dziwnie skomplikowany rytm.Chłopiec próbując powtórzyć,zaprzestał po pierwszej próbie,stwierdzając iż jest to niewykonalne.
Żółta spalona,trawa porastająca przy progu największego z budynków zatrzeszczała pod nie za dużym ciężarem Aimrata.Młodzieniec bez przekonania zastukał trzykrotnie w drzwi obawiając się,czy oby zaraz nie wypadną z zardzewiałych zawiasów.
-proszę,proszę-usłyszał chrapliwy lecz opanowany głos dobiegający zza jego pleców
Zaskoczony obrócił się i ujrzał niskiego,lekko zgarbionego staruszka z ocisanym kijem w lewej dłoni.Miał na sobie seledynową,filcową kamizelką oraz białe kalesony podwinięte do kolan.
-wejdź do środka,mój miły-wyszeptał pokazując dłonią by uczynił to o co poprosił
Wkraczając do ciemnego pomieszczenia chłopiec poczuł lekkie zawroty głowy.
-usiądź-oznajmił mężczyzna podsuwając obite pomarańczową skórą siedzenie-rozluźnij się...natomiast ja poproszę żonę by zaopiekowała się twoim wierzchowcem-wybęłkotał znikając za jedną z szarych ścian
Pomieszczenie w którym przebywał było skromne czemu w ogóle się nie dziwił.Szeroki stolik zajmował większą część pokoiku.W dużej,oszklonej szafie znajdywały się kuchenne naczynia oraz śnieżno białe obrusy.W samym rogu przy zaparowanym oknie stał kafelkowy,brązowy piec.Gościnność gospodarzy była sporym zaskoczeniem w odczuciach Aimrata.Rzadko jakąkolwiek osoba odnosiła się do chłopca z należytym szacunkiem dlatego postanowił nie sprawiać wielu kłopotów ubogiej rodzinie.
-pewnie jesteś głodny-garbaty starzec znienacka wyleciał nie wiadomo z skąd niosąc miedzianą miskę pełną ładnie pachnącej potrawki-jedz,jedz i mów czego potrzebujesz-dodał zasiadając na przeciw Aimrata
Chłopiec lekko skrępowany rozpoczął pochłaniać posiłek nie zastanawiając się nawet jak smakuje.
-wyruszam w daleką podróż-zaczął z pełną buzią-dokładnie to nie wiem gdzie jestem i w którym kierunku się udaje-stwierdził i ujrzał szklankę pełną kompotu której wcześniej nie było
Robiąc spory łyk,kontynuował dalej.
-widząc wioskę,a raczej jej ruiny,miałem nadzieję,że uda mi się dowiedzieć czegoś więcej o owych terenach-spojrzał na starca oczekując jakiejś reakcji
Siwy mężczyzna podrapał się po brodzie.
-kotlina Ursusa znana jest z tego iż nawiedzają ją liczne,obfite w nieszczęścia burze-mruknął prawie szepcąc-zmierzasz w kierunku zachodnim mój miły a za chwil kilka sporządzę ci dokładną mapę
Podziękowałem ,ściskając pomarszczoną dłoń szanownego człowieka.
Zaopatrzony w mapę,strawę i kilka ciepłych kocy,wyruszyłem w kierunku północno wschodnim ku Arveni.Jedno z większych miast w odległości kilkudziesięciu mil.Numid z za dużym siodłem po nie żyjącej już klaczy, dzielnie dreptał nosząc dodatkowy bagaż.
Zimny wiatr zwiastował chłodną i nieprzyjemną noc.Aimrat narzuciwszy żwawe tempo,nasłuchiwał odgłosy szykującej się do snu przyrody.
Airmat i jego dzielny wierzchowiec Numid ;)
OdpowiedzUsuńMiły ten staruszek. Ten który pomógł chłopcu.
Ale wioska na początku wydała się dziwna. Taka zniszczona i opustoszała. Dookoła same ruiny i tylko trzy jako tako stojące domki. Tajemniczo. I ciekawie. Czekam na dalszy ciąg.
Pozdro
Aga
Hm... Tak też myślałam. Koń to dobre zwierzę, każdemu może się przydać. Tym bardziej, jeśli w grę wchodzi długa podróż w nieznane. A jeszcze mieć przy sobie wierzchowca, z którym się przebywa od najmłodszych lat... Tożto nie koń jest wtedy lecz przyjaciel najlepszy.
OdpowiedzUsuńMnie, tak jak Aimrata, zaskoczyła gościna starca. Najwidoczniej są jeszcze w tamtym świecie, świecie chłopca, porządni ludzie. Chyba, że nie są porządni :)
Tak czy inaczej... Coś mi się czuję, że powoli osiągasz ten swój rytm pisania :) O czym mówię wie ten, kto się z twoimi dziełkami poprzednimi zapoznawał. Czuję też, że chyba natrafiłeś na ten odpowiedni temat, który pozwoli ci rozwinąć swe skrzydła. W sumie... to już je rozwinąłeś. Nie powiem, że się z tego cieszę, bo znów jestem tak chol...bardzo zazdrosna :) I znów mnie w kompleksy literackie popychasz... Nie dobrze... Oj nie dobrze ;)
Pozostało mi czekać na kolejny rozdział, powtarzając w głowie zdanie: "Nie będę nikogo ponaglała... Nie będę nikogo ponaglała..." :)
Więc nie ponaglam, lecz za to serdecznie pozdrawiam :)
Numid, małe źrebiątko :) Fajnie... Bardzo lubię zwierzęta. Stare ruiny wioski, o których napisałeś wyobraziłam sobie bez problemu :) Staruszek wydawał się miły.. Mam nadzieję, że nie sprawi kłopotu naszemu bohaterowi w dalszej wędrówce np. Mówiąc komuś o samotnym podróżniku... :)
OdpowiedzUsuńMusiałem sobie troszkę nadgonić, więc oto teraz nadganiam. Ciekawa historia się pokazała. Motywy działania Aimrata nie są zbyt przyjemne. Na pewno miłych wspomnień z dotychczasowego miejsca nie wyniesie. Fajnie to wszystko opisane. Jakoś tak przeczuwałem, że koń pojawi się jako towarzysz podróży :). W rzeczywistości, pomoc czterech kopyt jest bardzo na miejscu, nawet jeśli te kopyta na razie koślawe :). I staruszek... Staruszek w opowiadaniu to zwykle pozytywna postać, jak i tutaj.
OdpowiedzUsuńOd strony technicznej kilka rzeczy mi nie podeszło. "Żółta spalona,trawa porastająca przy progu największego z budynków zatrzeszczała pod nie za dużym ciężarem Aimrata." To "nie za dużym", można by czymś zastąpić, lub w ogóle wyciąć. Może "zatrzeszczała, pod ciężarem lekkiego jeszcze chłopca".
Bez takich fragmentów jest doskonale.
37 yrs old Health Coach I Taddeusz Pedracci, hailing from Smith-Ennismore-Lakefield enjoys watching movies like ...tick... tick... tick... and Scuba diving. Took a trip to Madriu-Perafita-Claror Valley and drives a Ferrari 625 TRC Spider. specjalne informacji
OdpowiedzUsuńporady prawne rzeszow
OdpowiedzUsuń